Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ból kręgosłupa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ból kręgosłupa. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 października 2017

Dolne plecy a przyjemność.

O związku pomiędzy emocjami a bólem dolnego odcinka kręgosłupa. 


Od jakiegoś już czasu, a właściwie od jakichś dwóch lat, zadaję sobie pytanie: "W jaki sposób emocje łączą się z bólem kręgosłupa lędźwiowego"?

Czytaj więcej: https://www.dynasit.pl/index.php?route=blog/article&article_id=9

czwartek, 31 sierpnia 2017

"Do końca życia musimy myśleć kręgosłupem" - historia Karoliny i Norberta.

Obiecałam, że ten blog będzie służył do dzielenia się historiami walki o zdrowie i jego odzyskiwanie.
Publikuję ( za zgodą autorów) opisy zmagań innych osób z problemem kręgosłupa.
Każda historia jest inna, każda poruszająca. Poniżej doświadczenia osób, które pomimo bardzo silnych objawów rwy uniknęły operacji.

Karolina 
Ja też piekło przeżyłam ze swoim kręgosłupem...
czytaj więcej: https://www.dynasit.pl/index.php?route=blog/article&article_id=15


środa, 30 sierpnia 2017

Czym są i jak powstają blokady energetyczne w ciele, jaki mają związek z miednicą i bólem pleców i o tym, czy należy grzecznie siedzieć.

O bólu pleców, seksualności i blokadach w ciele.


Niedawno trafiłam na artykuł-wywiad... chyba najlepszy, jaki w życiu czytałam, dotyczący psychoterapii ciała. Tekst dotyczył ciała, przyjemności seksualności, ale też zamrożonego, usztywnionego, obolałego ciała, które ma problem z odczuwaniem, przeżywaniem cielsnej przyjemności oraz rozkoszy... Czytaj więcej: https://www.dynasit.pl/index.php?route=blog/article&article_id=14

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Obciążenie dolnych pleców a osobowość. Wyniki badań.


Będąc introwertykiem, twoja szansa na uraz dolnego odcinka kręgosłupa rośnie o 20%. Wyniki badań.

Jest to streszczenie wykładu dr William S. Marrasa pt. "Ból pleców i Twój mózg" nagranego dla TEDx, który przedstawia wyniki PIERWSZYCH NA ŚWIECIE badań, które odkryły ścieżkę łączącą stres, osobowość i mechanizm powstawania zwiększonego ryzyko urazów kręgosłupa. Czytaj więcej: https://www.dynasit.pl/index.php?route=blog/article&article_id=11                                                                                                  

piątek, 24 marca 2017

Czas wsiąść do auta

Tadaam!
Nadeszła długo oczekiwana chwila. Oboje zaciekawieni i podekscytowani nadmuchaliśmy swoje poduszki dynamiczne Dynasit, kładąc je na przednich siedzeniach samochodu.

Jest czerwiec 2016.
Od maja 2015 nie jeżdzę autem.
Pierwsza próba za kierownicą w styczniu skończyła się fiaskiem. Druga próba w marcu 2016 skończyła się nawrotem objawów neurologicznych i rehabilitacją...

Wsiadamy. 
- Jak będzie? Trochę się boję. 
Czy dam radę?

Jedziemy!

Pierwsze odczucia - ja pływam :D Taak... towarzyszy mi do niezwykłe uczucie jakby moje pośladki lekko unosiły się nad siedzeniem. Uczucie potęguje się, gdy wchodzimy w zakręt! Wow! Czuję wyraźnie, jak - w zależności od kierunku skrętu - podnosi się bądź prawy, bądź mój lewy pośladek... 

Aha! - myślę - czyli siła odśrodkowa nie znika!
Na zakręcie podczas tradycyjnej jazdy przeciwstawiamy się tej sile utrzymując ciało w prostej pozycji, a więc mięśnie muszą się napiąć, żeby lekko oporować. 
I tak się dzieje na każdym zakręcie... - konkluduję dalej - Podobnie na wybojach, czy wertepach, choć wtedy w grę wchodzi grawitacja, która dodatkowo dociąża ciało...

Jazda okazuje się być prawdziwą frajdą! Oboje z Radkiem komentujemy: prawy pośladek, lewy pośladek...
A u Ciebie, który teraz? :) Już dawno nie mieliśmy takiej zabawy.

Wysiadam z auta "gibka", bez znanego mi "auu..."! bez sztywności w plecach. 

NOWOŚĆ !! Mogę jeździć autem! Wracam do żywych :) :) :)


Jak wybrać lekarza, któremu pozwolę się zoperować?

Ja szukałam swojego lekarza 4 miesiące – był piątym chirurgiem, z jakim się spotkałam*.
(wcześniej pisałam o pani neurochirurg i to nie pomyłka. Spotkanie z nią doprowadziło mnie do lekarza, który wykonał zabieg)

Po spotkaniu, a właściwie już w trakcie wizyty wszelkie wątpliwości prysły – wiedziałam – to TEN człowiek. Wszelkie pytania były zbędne. Wiedziałam – jemu pozwolę się zoperować.

Lęk opadł, pojawił się spokój i ufność – wiedziałam, że teraz mogę „usiąść na tylnym siedzeniu samochodu” i pozwolić mojemu neurochirurgowi prowadzić auto… Długo czekałam na ten moment, ale był warto!

Pułapki w szukaniu lekarza?

  • Przekonanie, że ‘szukamy dziury w całym’ – jeśli nie czujesz zaufania do lekarza stawiającego diagnozę, to zwyczajnie tak jest i koniec. 
  • Masz prawo mieć wątpliwości 
  • Nie ma jednego doskonałego lekarza dla wszystkich. Ten sam, który ma wspaniałe recenzje wśród pacjentów może akurat nie odpowiadać Tobie. 
Mnóstwo czynników wpływa na zbudowanie relacji oraz to, czy dany człowiek będzie tym, za którego słowami pójdziesz i oddasz mu swoje ciało do dyspozycji. Jedno jest pewne – jeśli ten właśnie człowiek ma Ciebie operować – TY musisz mu zaufać ( bez względu na opinię Twoich najbliższych, znajomych, rozlicznych autorytetów itp.

Warto pamiętać o tym, że to nie lekarz leczy ciało. Lekarz usuwa przeszkodę uniemożliwiającą naszemu ciału samoregenerację, resztę robi już nasz organizm, gdyż posiada cudowną zdolność samonaprawy.

Między innymi z tego właśnie powodu tak istotne jest nasze nastawienie - postawa zaufania, spokoju, 'oddania się' w ręce lekarza. Im lepiej nastawiony będzie nasz umysł, im bardziej otwarta i ufna będzie nasza postawa, tym lepsze mogą okazać się skutki zabiegu.

Nie mam tu namyśli postawy biernej, przerzucenia na lekarza odpowiedzialności za stan naszego ciała, postawy "proszę mnie wyleczyć". Za stan naszego ciała odpowiadamy w 90% my sami - te 10% to geny i środowisko. Takie jest moje przekonanie.

Myśląc o idealnej relacji lekarz-pacjent mam na myśli postawę partnerskiej relacji między nimi.

Jeśli już znajdziesz lekarza, któremu chcesz i możesz zaufać, uznaj, że jesteście partnerami w procesie zdrowienia Twojego ciała. Twój lekarz wykorzystuje całą swoją wiedzę i umiejętności, żeby jak najlepiej Cię zoperować, więc i Ty wykorzystaj całą swoją wiedzę i umiejętności, żeby przywrócić ciało do zdrowia po zabiegu.

Nasi bliscy a zagrożenia/utrudnienia w wyborze dobrego lekarza:

  • presja, 
  • „pomysły” różnych „życzliwych” osób na twoje leczenie 
  • "trzeba to zrobić teraz i mieć już z głowy” ...

Pamiętajcie – nasi bliscy często sami nie radzą sobie z emocjami, jakie przychodzi im przezywać w efekcie Waszej choroby. Wasza choroba jest dla nich potężnym stresem. Niepewność tego, co nastąpi oraz lęk dotyka także ich. W wyniku tego, mogą stać się „zadaniowi” zarzucając Was własnymi pomysłami na wasze leczenie. W dobrej wierze mogą proponować Wam liczne gotowe rozwiązania. Zanim się na nie zgodzicie, rozważcie, czy to jest rzeczywiście ta pomoc, z jakiej chcecie skorzystać.

Ważne: nie stawiam tezy, że pomysły bliskich są z założenia złe. Wręcz przeciwnie - potrafią być genialne, trafne i cenne. Chcę tylko podkreślić fakt, abyście decydując się na działania dotyczące Waszego zdrowia, dali sobie czas na zastanowienie się i ocenę, czy jesteście zgodni z proponowanym rozwiązaniem.

Ważne, aby w procesie odzyskiwania zdrowia pielęgnować w sobie poczucie sprawczości.

Zadbaj o to, abyś to Ty mógł podjąć ostateczną decyzję dot. leczenia.

W życiu codziennym, nawet jeśli znacząco zmieniła się jego jakość – staraj się wykonywać te czynności, które wciąż możesz wykonać, decyduj o sprawach na które masz i możesz mieć wpływ – menu na obiad czy kolor ścian podczas zbliżającego się remontu – decyduj!

Być może masz większe ambicje, być może nie takiej rzeczywistości sobie życzyłeś. Nie zmienia to faktu, że takiej rzeczywistości doświadczasz i to, w jaki sposób przez nią przejdziesz, może być dla Ciebie największym życiowym wyzwaniem.


Bliscy, osób chorujących – pomóżcie by Wasi ukochani mogli zachować maksimum autonomii i samostanowienia. Udzielajcie im pomocy wtedy, kiedy jej potrzebują i najlepiej – kiedy sami o nią poproszą. Słuchajcie tego, co do Was mówią. Nie wyręczajcie ich. To ci sami, co przed urazem ludzie. Ich umysły są tak samo sprawne, zmianie uległa prawność ich ciała.

Świadomość piętrzących się napięć.

Ból i napięcie mięśni z nim związane powoduje dodatkowe bodźcowanie układu nerwowego, co wzmaga jego napięcie. Nieprzespane noce, ciągłe zmęczenie i niemożność regeneracji – to wszystko wyczerpuje nasze zasoby radzenia sobie ze stresem. Zwiększa się nasza nerwowość, możemy stać się drażliwi, płaczliwi, depresyjni. Możemy się wycofać. Może też wzmagać w nas złość i agresja spowodowana bezradnością, brakiem wpływu i utratą sprawności.

Pamiętajmy – silne emocje nie są dobrym doradcą.

Decyzja o sposobie leczenia zawsze, należy do Was – tylko i wyłącznie do Was.

Wiedząc, że takie reakcje są dość powszechne w chorobach kręgosłupa, może łatwiej będzie sobie z nimi radzić.

Bolesna bliskość

Nie powie Ci tego żaden lekarz.
Dowiadujesz się o tym sama na drodze własnego doświadczenia, jak ból będący efektem ucisku na nerw wpływa na Twoje ciało.

Ból, który zdawał się być miejscowy, z prędkością błyskawicy zagarnął całe moje ciało. Uczucie, że "boli mnie wszystko" pojawia się szczególnie wtedy, gdy próbuję się położyć. Boli kontakt z materacem łóżka, boli dotyk męża, boli głaskanie mnie po plecach. Boli prawie wszystko.

Potem się dowiem, że układ nerwowy, który jest tak mocno bodźcowany z powodu uszkodzenia nerwu może wysyłać do całego ciała bardzo intensywne doznania.
Podejrzewam, że komuś, kto jest zdrowy, trudno będzie wyobrazić sobie taki stan. Ten opis może brzmieć niczym wytwór hipochondryka. Zapewniam. Nie jest nim.

Szukam ukolenia, lecz praktycznie żadna pozycja nie przynosi ulgi. Ból odciska się silnym piętnem na mojej relacji z mężem. On, przestraszony całą sytuacją, ze wszystkich sił próbuje mi pomóc.
Nie wie jak, stara się.

Obrzucam każdą jego próbę bliskości, zdejmuję z siebie rękę, którą chce mnie głaskać, odsuwam go, kiedy chce się przytulać, ostrzegam, gdy tylko zamierza zbliżyć się swoim ciałem do mnie. To wszystko boli. Czuję się jak poparzona.

Prycham na Radka niczym niezadowolona kotka. Z drugiej strony rozpaczliwie potrzebuję bliskości i ciepła.
Tak dużo go mieliśmy przed urazem... Jesteśmy rok po ślubie. Nie zdążyliśmy się jeszcze sobą nacieszyć.
Wybieram głąskanie po twarzy. To nie boli.

Lżej mi, gdy chodzę. Możemy pójść na spacer, wziąć się za rękę. Choć nie chodzę zbyt szybko, o dziwo lepiej się czuję w pozycji pionowej.

Ciekawym doświadczeniem był moment, w którym nie zdążyłam przejść na zielonym świetle na drugą stronę... Szłam po pasach, po których chodzę od 15 lat. Tyle tylko, że tym razem o wiele wolniej ciągnąc lekko prawą nogę za sobą.

Jest lato, upał, mam na sobie któtkie szorty w kolorze fuksji i czuję się niesprawna. 

czwartek, 23 marca 2017

Mojej historii nie napisał specjalista od PR

Zacznę od tego, że nie mogłabym pisać o czymś, co nie jest prawdą.

Wszystkie napisane tu słowa są autentyczne. Piszę je w dobrej wierze, że dzieląc się moją historią, mogę pomóc innym osobom. A więc od początku.

Jak zaczęła się moja przygoda z bólem pleców?
Moją historię napisało życie. 




Ale od początku.

W 2015 roku przeszłam operację kręgosłupa. Takiego wydarzenia się nie planuje. Ono przychodzi.
Przychodzi i zmienia wszystko.
Najwięcej zmienia ból, ale o tym przy innej okazji.

Szukając dla siebie skutecznych rozwiązań, które pomogłyby mi usunąć ból kręgosłupa szukałam wszelkich sposobów - szukałam diet, homeopatii, ustawień hellingerowskich, leków, suplementów, pomocy farmaceutów, zielarzy, osteopatów, ortopedów, neurochirurgów oraz rehabilitantów, szukałam pomocy magistrów i profesorów, szamanów i zwykłych ludzi.


Tak zaczyna się moja przygoda. Tak zaczęła się wielka zmiana w moim życiu. 

Moja historia jest dłuższa. 

Jeśli chcesz ją poznawać, zapraszam na bloga. Będę regularnie opisywać moje doświadczenia, dzielić się tym, co przeszłam, pokazać moje rozumienie chorób kręgosłua, i ich psychosomatyczny charakter. Będę dzielić się wnioskami i wskazówkami, tym, co sama odkryłam, aby każdej kolejnej osobie łatwiej było przejść tą samą drogę, którą ja szłam - drogę ku sobie, ku zdrowiu.

Ten czas nauczył mnie sporo o własnym ciele - jego mądrości i jego potrzebach - o tym będę pisać.

To blog dla tych, którzy sami zmagają się z bólem pleców - w pracy, w domu, w szkole, w szpitalu..., dla tych, którzy chodzą na rehabilitację i dla tych, którym to nie wychodzi, dla tych, którzy planują operację kręgosłupa bądź są po zabiegu. 

To też blog dla tych, którzy zawodowo zajmują się tematyką kręgosłupa - będzie to jedyna w swoim rodzaju, kompleksowa relacja pacjenta, który stracił nadzieję i władzę nad ciałem. Pacjenta, który po roku tę władzę odzyskał.

Jeśli problem kręgosłupa jest Twoim problemem, ten blog jest dla Ciebie.

Moim celem jest zbudowanie środowiska osób zainteresowanych problematyką bólu kręgosłupa, osób, które znają ból kręgosłpa z własnego doświadczenia, które są zainteresowane tematem bólu kręgosłupa z powodów zawodowych. 

Zapraszam Cię do wspólnej podróży. Zapewniam Cię, że znajdziesz tu tylko rzetelne, sprawdzone informacje. 

Mam na imię Justyna, mieszkam na dolnym śląsku. Aby przekonać się, że nie jestem dziełem agencji kreatywnej możesz się ze mną spotkać przy kawie - chętnie Cię poznam. Jeśli interesują Cię tematy związane z zdrowiem kręgosłupa, zapraszam do kontaktu: j.terebus@gmail.com



piątek, 3 marca 2017

Mała retrospekcja

Przeszłość

Dziś zdałam sobie sprawę, że chcąc wrócić do tego, co się wydarzyło potrzebuję zrobić małą "podróż w czasie".
'Oszukując' nieco bloga będę pisać posty ze wstecznymi datami, aby jak najwierniej oddać drogę, jaką przeszłam. 

Nie, to nie będzie martyrologia ;) Nie taki jest mój cel. A więc, zaczynamy...

Jest maj 2015 r. Jestem na zwolnieniu, to pierwsze z całej serii zwolnień lekarskich, jakie zostaną mi wypisane.

Jestem na etapie, w którym znam już swój ból - wiem kiedy przychodzi ( 5. rano) i kiedy jest najsilniejszy ( poranek). Wiem jak ten ból oswoić, a przynajmniej jak go nie prowokować. Staram poruszać wykonując te ruchy, które 'przećwiczyłam' i wiem, że nie wywołają objawów... jednak bardzo często robię jakiś ruch mimowolnie, albo inaczej - okazuje się, że ten sam ruch, który jeszcze chwilę wcześniej był 'bezpieczny', teraz prowokuje dolegliwości.


Moja taktyka: przeczekać.


Dni spędzam leżąc na sofie wpatrzona w surfinie, które chwilę przed wypadkiem posadziłam. Wpatruję się w nie jak w obraz... One, większe każdego dnia. Letnie słońce to na tą chwilę najlepsza dla mnie terapia.


Wynegocjowałam sama ze sobą, że nie będę zmuszać się do jakiejkolwiek aktywności. Skoro moje ciało jest w tak dużym bólu, zaufam jego mądrości i będę mu lojalnie towarzyszyć w czasie tych trudnych przemian, jakie zachodzą w moim ciele.

Ale właściwie, co się takiego w nim dzieje?

Co chwilę sięgam do literatury, szperam w internecie, spędzam godziny na rozmowach z moim przyjacielem Farmaceutą i zaczyna mi się wydawać, że wiem co robić...

czwartek, 2 marca 2017

Początek

Początek.

Wszystko zaczęło się w maju 2015 roku. Idąc na zajęcia ruchowe nie sądziłam, że zmienią one wszystko w moim życiu.


Co było dokładną przyczyną? Do dziś nie wiem - może instruktorka dopuściła mnie do zbyt trudnego ćwiczenia, może nie zebrała dokładnego wywiadu, może ja przeceniłam swoje siły, może zabrakło informacji... Fakt był taki - uszkodziłam kręgosłup.


Ból.

W krótkim czasie ból, który zlokalizowazny był w okolicy lędźwi przemieścił się do pośladka i nogi. Miałam coraz większy problem ze swobodnym poruszaniem się. Po kilku dniach ból objął całą nogę, jednocześnie (paradoksalnie) straciłam czucie w zewnętrznej części nogi od kolana w dół, okazało się że mam niedowład palca u stopy...
Okazało się, że można czuć ból i jednocześnie mieć zaburzone czucie skórne.

Diagnoza: potrójna przepuklina kręgosłupa lędźwiowego, jedna z przepuklin z sekwestrem, który wpadł do kanału kręgowego. Ucisk na liczne nerwy.


Już wiem i nie wiem zarazem. Ale o tym za chwilę.'


Przez 3 tygodnie spałam kilka godzin na dobę. Pomimo zastrzyków i tabletek przeciwbólowych koszmarny ból budził mnie w okolicy 5. rano i nie pozwalał już zmrużyć oka. Bolało mnie leżenie w każdej pozycji, żadne ułożenie nie przynosiło ulgi, moje ciało, moja własne skóra stała się narzędziem tortur... Wstając z łóżka w poszukiwaniu ugli, okaywało się, że ona nie nadchodzi. Wykonanie porannych czynności - skorzystanie z toalety, umycie się było niemożliwe, gdyż nie mogłam się schylać, nie mogłam usiąść...

Po kilku dni rozpracowałam 'system' - okazało się, że najgorszy, paraliżujący ból trwa około 30-45 minut, potem już można podjąć próbę by usiąść, co odbywa się jeszcze z bólem, ale takim, który można wytrzymać.

W trakcie tych kilku miesięcy dowiedziałam się o sobie wiele. Dowiedziałam się też jak wiele potrafi zmieść mój organizm.


Zdecydowałam się opisać moje doświadczenia, gdyż poszukując wskazówek dla siebie, kiedy nie wiedziałam co takiego dzieje się z moim organizmem, jak mu pomóc, czego się spodziewać, sama miałam trudność ze znalezieniem wiarygodnych źródeł.

Nie jestem lekarzem i nie należy traktować moich słów, jako porad lekarskich. Moja intencja jest taka, iż chcę się podzielić z innymi moim doświadczeniem, chcę opowiedzieć o tym, co mi służyło, a co nie, przez jakie etapy przechodziłam, z czym się spotkałam, na jakie pytania musiałam sobie odpowiedzieć...