piątek, 24 marca 2017

Psychosomatyka a dyskopatia

Dyskopatia - co ma do tego psychika?

Miałam to szczęście, że będąc psychologiem, jestem obeznana i zaprawiona w „rozprawianiu się” z różnymi trudnymi emocjami.

Psychologa od zwykłego człowieka różnić powinno to, że temu pierwszemu łatwiej przychodzi, a przynajmniej łatwiej powinno przychodzić, identyfikowanie i nazywanie trudnych emocji, wychwytywanie i neutralizowanie destrukcyjnych myśli i przekonań oraz zastępowanie ich konstruktywnymi treściami… Jak się okazało, w praktyce nie było to aż tak proste.


Jak się okazuje choroba krążków międzykręgowych zwana potocznie dyskopatią jest chorobą psychosomatyczną.

Gdzieś w sobie zawsze wiedziałam, że kręgosłup – ta żywa część mnie – reaguje bólem i niedomaganiem na sytuacje życiowe, w których byłam fizycznie i psychicznie przeciążona. Nie reagowałam jednak na jego sygnały, tzn. reagowałam doraźnie i szłam dalej w swoje życie.
Potrzebne było zdarzenie, po którym pójść dalej – w sensie dosłownym i przenośnym nie mogłam.

Moja neurochirurg, już po operacji patrząc na mnie spojrzeniem pełnym empatii powiedziała do mnie: Czy Pani wie, że dyskopatia jest chorobą psychosomatyczną? 


Jeśli nie zmieni Pani stylu życia, dolegliwości powrócą”.

Oczywiście, że o tym wiedziałam! Właściwie wiedziałam i nie wiedziałam... Mimo iż przez 15 ostatnich lat głosy z całej literatury jaką przeczytałam na temat stresu, krzyczały do mnie komunikując mi ten fakt. Ba! Ja sama na szkoleniach mówiłam to moim klientom. 


Potrzebowałam jednak tamtej rozmowy, by prawdziwie to usłyszeć, zrozumieć i głęboko tego doświadczyć…

Właśnie ze względu na ogromną wagę stresu, jaką odgrywa on w mechanizmie i rozwoju chorób kręgosłupa, chcę skupić się na aspektach psychofizycznych, a właściwie na aspektach psychologicznych chorowania i zdrowienia pleców.

Gdy miałam już w ręku diagnozę – wynik rezonansu, czekając na pierwsze konsultacje lekarskie, zaczęłam wertować internet. Chciałam poznać znaczenie słów zawartych w opisie, chciałam przekonać się, czy i na ile mój obraz rezonansu jest podobny do diagnoz innych osób i najważniejsze – chciałam się dowiedzieć, co dalej.

I tu natknęłam się na pierwszą ścianę, a właściwie na prawie pustą kartkę… O ile byłam w stanie znaleźć wiele obrazów rezonansu, o tyle znalazłam też całe mnóstwo skrajnie różnych, wzajemnie się wykluczających diagnoz, zaleceń postępowania, i co najgorsze – trafiałam na skrajnie różne relacje pacjentów…

Mój lęk narastał. Niepewność dawała pola do popisu mojej wyobraźni, a ta rysowała w mojej głowie rozmaite scenariusze…

Jak rozumieć moje objawy, czym są spowodowane, jak odczytywać rezonans? Co mi właściwie dolega? Może metody naturalne? Jaki jest % osób wracających do sprawności? I wiele, wiele innych…

Każda kolejna chwila z piętrzącymi się w głowie znakami zapytania potęgowała lęk i niepewność co do kolejnych kroków.

W moim przypadku kolejni lekarze nie okazywali się jednogłośni co do metod postępowania i o ile większość z nich miała dużą chęć, by mnie zoperować, żaden z nich nie dawał mi gwarancji na pełne wyzdrowienie. 

Tu też pojawił się pierwszy poważny dylemat -
Któremu lekarzowi zawierzyć? Jak wybrać tego właściwego?

Okazało się, że w trakcie wyboru lekarza można trafić na rozmaite pułapki. Jak ich uniknąć?

Tutaj przeczytacie kilka wskazówek jak szukać i wybrać lekarza : http://mojkregoslup.blogspot.com/2017/03/jak-wybrac-lekarza.html


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz