piątek, 3 marca 2017

Uraz

Minęło kilka dni od zdarzenia na sali gimnastycznej.

Mam za sobą mało udane spotkanie z fijoterapeutą, po którym czuję wędrujące wzdłuż nogi mrowienie. Kończy się na dużym palcu stopy.
Idę spać z nadzieję, że obudzę się zdrowa.
Rano witają mnie wczorajsze dolegliwości, z tym, że silniejsze.
Wracam do fizjoterapeuty, mówię jak jest. W jego oczach widzę przerażenie, które stara się ukryć.
"Nie mogę więcej dla Ciebie zrobić" słyszę.
Idź zrób rezonans.

Wychodzę.

Jeszcze nie wiem, co to dla mnie oznacza.
Nie wiem, że to dopiero początek dłuiej drogi.

Z każdym dniem jest gorzej. Jadę do internisty, ten kieruje mnie na ostry dyżur neurologiczny, w którym upatruje nadzieję na szybkie zrobienie rezonansu. Z ostrego dyżuru zostaję szybko odprawiona, uznana za zdrową z zaleceniem zapisania się do kolejki w poradni neurologicznej... Gdzieś mam tą diagnozę...

Dolegliwości narastają. Konsultuję się z neurologiem z rodziny. Opowiadam o objawach, słyszę powagę w głosie. Mam czekać, jeszcze chwilę, tydzień. Jeśli objawy nie miną, mam robić szybko rezonans. Objawy nie mijają. Jadę do Warszawy na konsultację z ortopedą. Ten orzeka niedowład palca, zniesienie czucia w części zewnętrznej łydki, sugeruje rezonans, na cito.
Na cito to miesięc czekania.

Znajduję rozwiązanie - robię rezonans prywatnie. Mam wynik po 2h.

Zwala mnie z nóg.

Jestem w podróży z Warszawy do Wrocławia, kiedy otrzymuję mailem mój rezonans. Lezę na tylnej kanapie auta i czytam słowa, które później będe już prawie znała na pamięć.
Opis nie jest tak dotkliwy jak obraz rezonansu - boli od samego patrzenia.

Chce mi się płakać, ogarnia mnie wielki smutek. Smutek wynikający z tego, że MOJE CIAŁO się NIE OBRONIŁO.
Że było zbyt słabe, aby stawić czoła wyzwaniom. Że coś, dosłownie zniszczyło mój kręgosłup.

To uczucie dziwne do opisania, kiedy dowiadujesz się, że struktira, która ma stanowić oś twojego ciała zawodzi, kiedy jest krucha, słaba. Kiedy część, na której masz się oprzeć, nie spełnia swojej funkcji.
Moja kolumna wewnętrzna pokruszyła się.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz